czwartek, 5 grudnia 2013

Śniadanie u Tiffany'ego


Kilka lat temu nastała moda na Audrey Hepburn. A właściwie to na wszystko z nią związane. Wszyscy chcieli ubierać się, czesać , w ogóle wyglądać jak Audrey. W sklepach można było znaleźć cała masę gadżetów związanych z tą aktorką- obrazy, zegary, kalendarze, parasolki, torby na zakupy, kubki i wiele innych.  Audrey znowu ożyła. Najpopularniejszym motywem był kadr z filmu 'Śniadanie u Tiffany'ego'- Audrey w czarnej długiej sukience w koku z cygaretką. I nagle wszyscy zaczęli oglądać ten film, ba nawet uznawać go za ulubiony. Ja nie chciałam długo ulec tej modzie. Czemu? Sama nie wiem, chyba z przekory. Aż w końcu uległam.
Dałam się wciągnąć w tą baśniową historię o małej zagubionej dziewczynce. Każdy z nas szuka szczęścia, więc nie można się dziwić, że Holly Golightly też go pragnęła. Ona była pewna, gdzie je znajdzie- u Tiffany'ego, bo tam jest elegancko i bezpiecznie. W takim miejscu nie może się przecież zdarzyć nic złego. To jej rozbrajająca szczerość i urok sprawiają, że nie możemy przestać ją lubić, mimo jej zawodu. Tak, Holly była luksusową call girl, która bez mrugnięcia okiem uwodziła masę bogatych mężczyzn. I mimo swojego zawodu i niekoniecznie szczęśliwej przeszłości- unieważnione małżeństwo z mężczyzną, który mógł by być jej ojcem, dzieciństwo, podczas, którego byli razem z bratem zdali tylko na  siebie, nie bała się marzyć, marzyć o innym życiu, o miłości i pięknej biżuterii.
Jej życie zmienia się kiedy jej sąsiadem zostaje Paul Varjak, mówiący o sobie, że jest pisarzem, ale tak naprawdę para się tym samym co Holly. Można by rzecz, że to nie prawdopodobne, że dwójka tak podobnych i tak dobrze się rozumiejących ludzi spotka się w Nowym Jorku. Paula różni  się jednak realistycznym podejściem do życia, on ma świadomość, że świat nie koniecznie jest piękny, a przed jego okrucieństwami nie da się nigdzie schować- nawet u Tiffany'ego. W jego duszy jednak od czasu do czasu również odzywa się romantyczna natura- lubi patrzeć na niebo pełne gwiazd.  
Czy ta dwójka nieszczęśliwych Nowojorczyków ma szansę znaleźć szczęście? Trudno pomyśleć, że Truman Capote pisząc tą powieść nie myślał o Audrey. Jego wybranką była Marylin Monroe.  To ona była pierwowzorem Holly. I mimo tego, że Akademia Filmowa utytułowała Audrey swoją nagrodą za inną rolę. To w pamięci fanów najbardziej wpisała się właśnie tą rolą.  Szkoda, że takich filmów już się nie robi. Jeżeli jeszcze nie wyrośliście z bajek to koniecznie obejrzyjcie 'Śniadanie u Tiffany'ego'.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz